czwartek, 30 maja 2013

Rozdział 8

- BooBear co to za pomysł?
- Nie mów tak do mnie, a wracając do twojego pytania, jak ona w sensie Mary najbardziej lubi naszego Haroldzika to może ich zapoznamy?
- I to mówi chłopak, który nie chce szybko dorosnąć, ale tak to całkiem dobry pomysł Louie
- Dziękuje, ale masz racje nie śpieszno mi do dorosłości, wolałbym być ciągle nastolatkiem zero problemów, a dużo wygłupów
- Woow, walisz dzisiaj takimi tekstami, że aż nie wiem co powiedzieć
- Bo to ja jedyny i niepowtarzalny Louis William Tomlinson - powiedział z bananem na twarzy
- Skromny to ty na pewno nie jesteś - odpowiedziałam śmiejąc się
- Widzę, że dużo o mnie wiesz...
- Całkiem sporo tak sądzę
- A to co mówiłaś w pokoju Mary o fun clubie Larrego, ale jako BFF to prawda? Bo wiesz tak sobie ciągle myślę, że jak Mary wielbi Harrego to wygląda na to, że ty mnie
- Tak Boo ciebie lubię najbardziej bo jesteś ideałem faceta
O BOŻE CZY JA TO POWIEDZIAŁAM NA GŁOS?!?! Kurwa powieszę się zaraz już po mnie... Głupie oczy Louisa działają cuda, że aż nie wiem co mówię.
- Mmm, miło, a ja ciebie uważam za ideał kobiety, figura, charakter no i zainteresowania kto by pomyślał, że jesteś kapitanem drużyny piłkarskiej. Moim szanownym zdaniem jesteś na to za słodka
- Eee, Zayn na przykład wiedział, że jestem kapitanem, ale zabroniłam mu tego mówić i jak widać udało się, żebyś wtedy zobaczył swoją minę, takie wtf - powiedziałam nabijając się z mojego towarzysza, ale jego ostatnie zdanie mnie lekko zawstydziło
- Malik przeciwko mnie? O nie tak to nie będzie
Louis wyjął telefon z kieszeni i wybrał jakiś numer, rozmowa wyglądała mniej więcej tak:
- Cześć Zayn co robisz?
             ...
- Aaa okej to wyjdź na chwile i chodź do paku
             ...
- No jak to którego? Tego w środku miasta
             ...
- Z kim jestem? Z naszą koleżanką Vanessą
             ...
- Okej, czekamy, ale pośpiesz się i weź samochód
             ...
- Do zobaczenia, tylko się nie zabij po drodze.
I zakończył połączenie nie powiem zaskoczył mnie.
- Louis po co nam tutaj Malik?
- Nie powiedział mi czegoś ważnego
- Myślałam, że będziemy sami, ale okeej
- Jakoś to nadrobimy, na przykład tak
W tym czasie zbliżył się do mnie i mnie pocałował... O Jezu jestem w niebie, on to umie całować, aż się cała rozpływam. Zaskoczona dopiero po chwili oddałam pocałunek, teraz jestem w raju. Po mniej więcej 3 minutach oderwaliśmy się od siebie.
- Woow - szepnął Tommo
- Wyjąłeś mi to z ust, za ile będzie Zayn?
- Za jakieś 10 minut
- A po co w ogóle do niego dzwoniłeś?
- Nie powiedział mi, że jesteś kapitanem, a to nie fair, a tak to jeszcze przy okazji odwieziemy cię do domu
- Mhm, ale żebyś wtedy widział swoją minę - to mi się chyba nigdy nie znudzi, hahaha
- Tak, tak bardzo śmieszne
- Oj no  nie fochaj
- Będę
- Ej no
- Co?
- Pstro ciołku, nie fochaj bo się do ciebie nie odezwę
- Przekonałaś mnie, już się nie focham, a co ty na to, żeby powtórzyć to co robiliśmy przed chwilą?
- A co robiliśmy?
- Nie udawaj głupiej, wiem że ci się podobał ten pocałunek
- Nie tylko mi się podobał
- Mi też i to bardzo, bardzo
W tej chwili nasze twarze zaczęły się do siebie zbliżać, ale...

A więc jestem znowu z nowym rozdziałem, w końcu Van i Lou się pocałowali, pisząc ten rozdział teraz miałam wielki uśmiech na twarzy. Od razu przepraszam was, że nie było tego rozdziału trochę długo, ale miałam masę nauki i musiałam pisać artykuły do gazety, a o odpoczynku nawet nie było mowy. Muszę poprawić chemię, fizykę i matematykę booosko ;/ Życzcie mi powodzenia ;)
Kocham was! 



Pauline...

czwartek, 9 maja 2013

Rozdział 7


                                    *********2 tygodnie później*************
To był fajny czas, przesiedziałam go w domu, ale mi się nie nudziło. Dzisiaj byłam na kontroli u ortopedy i muszę zostać jeszcze tydzień w domu. Przez te całe 2 tygodnie pisałam i rozmawiałam z Louisem na skajpie. Zbliżyliśmy się do siebie powiem szczerze to wariat. Nagle poczułam wibracje w kieszeni, spojrzałam na wyświetlacz i momentalnie na mojej twarzy pojawił się mega uśmiech.
OD: Louis
Cześć boska co tam? ;D Jak u lekarza?
DO: Louis
Witaj przystojniaku, z nogą już prawie okeej jeszcze tylko tydzień w domu. W sumie u mnie dobrze trochę mi się nudzi a co tam u ciebie?
OD: Louis
Mi też się nudzi. Ale możesz już chodzić?
DO: Louis
Tak, a co?
OD: Louis
Spotkamy się ? Powiedz że tak, prooooszę ;)
DO: Louis
Z wielką chęcią ,wiesz muszę się dotlenić ;) Gdzie i o której? ;D
OD: Louis
W parku o 15?
DO: Louis
A wiesz, że 15 będzie za 25 minut? Nie wyrobie się ;(
OD: Louis
Wierzę  że dasz radę, widzimy się o 15 xx
DO: Louis
Niech ci będzie, a teraz nie truj mi dupy idę się szykować, nie musiałabym się śpieszyć gdybyśmy się później spotkali, grrr ;p
OD: Louis
Ja też cię kocham xx
Mówiłam już, że ten człowiek jest strasznie dziwny? Szybko ruszyłam do pokoju, wyciągnęłam czarne rurki, bokserkę w kwiatki i kurtkę skórzaną do tego czarne vansy i mała torebka. Zrobiłam lekki makijaż i rozczesałam włosy, zegarek wskazywał 14:45 założyłam jeszcze szybko stabilizator i udałam się do wyjścia.
- wychodzę, wrócę później, mam telefon, pa – wydarłam się jeszcze tylko i ruszyłam w stronę parku, mam szczęście że jest on blisko mojego domu bo inaczej bym się nie wyrobiła. Na miejsce przyszłam parę minut przed czasem, siadłam na jakiejś ławce i obserwowałam bawiące się dzieci. Nagle poczułam jakieś ręce na moich barkach, przestraszyłam się, ale okazało się że to tylko Louis.
- przez ciebie kiedyś na zawał zejdę, obiecuje – powiedziałam trzymając się za serce
- ciebie też miło widzieć – totalnie zignorował moją wcześniejszą wypowiedź
- Tsa, miło mi. Jak fajnie wyjść z domu, dzięki Louis
- to ja dziękuje że się zgodziłaś na ten spacer
- mam pytanko, hyhy pójdziesz ze mną do mojej przyjaciółki Mary? Obiecałam jej, że ją odwiedzę
- kto to Mary? Opowiedz o niej
- Mary to moja przyjaciółka od… w sumie od zawsze, chodzi z nami do klasy, ale z teraz była chora i do szkoły dopiero się pojawi za tydzień, o kurde to tak jak ja. Mary jest fajna no i jest fanką One Direction i najbardziej lubi Harrego
- oo możemy ich ze sobą zapoznać
- w swatkę się bawisz?
Akurat znaleźliśmy się na miejscu, zapukałam do drzwi, ale nikt mi nie otworzył. Jak dobrze że mam swój własny klucz do jej domu, pogrzebałam chwilę w torebce i po chwili już byliśmy w środku. Złapałam Louisa za rękę i skierowałam się do pokoju mojej BFF. Mary leżała na łóżku z słuchawkami na uszach, standard. Okradli by ją a ona by nawet o tym nie wiedziała. Wzięłam lekki rozbieg i rzuciłam się na nią.
- co jest kurwaaa?!?!
- cześć kociaku, też cię kocham – powiedziałam z uśmiechem na ustach widząc wkurzoną i zarazem zdziwioną Mary.
- Van? Co ty tu o jasnej ciasnej robisz?
- hmm przyszłam w odwiedziny z naszym nowym kolegą? – mówiłam zerkając kontem oka na Louisa, który szczerzył się jak debil, a nie sorry on już tak ma.
- eee, że to on jest… on jest… on jest tym kolegą? – wyjąkała patrząc na Louisa
- tak, fajnie, nie?  To ich wtedy miałam oprowadzać. Są z nami w klasie
- są?
- no tak chodzą z nami jeszcze Liam, Zayn, Niall i twój Loczuś
- Jezu Van, ogarnij
- dobra, dobra bo Louis się patrzy na nas jak na wariatki, a więc Mary to jest Louis, Louis to jest Mary
- Van wiele mi o tobie mówiła
- serio? Mam nadzieję, że to same dobre rzeczy – powiedziała z uśmiechem Mary
- możesz się o to nie martwić
- to dobrze bo już myślałam, że będę musiała ci coś o niej powiedzieć
- spróbuj kociaku, a ci rączki połamie i język utnę – ach tak miła ja
- no co takiego Mary, mów – powiedział nic sobie nie robiąc z mojej wcześniejszej wypowiedzi Louis
- no Van mów – czy ja mówiłam już, że ten człowiek jest upierdliwy? Tak cała Mary, ale i tak ją kocham.
- ech no dobra Mary miała na myśli to, że jesteśmy w fun clubie Larrego Stylinsona, ale jako przyjaciele nic więcej, albo może i tak
Mina Louisa mówiła sama za siebie uśmiechnął się szeroko i patrzył na nas jak na ósmy cud świata.
- naprawdę?! – wykrzyknął wciąż uśmiechnięty o ucha do ucha
- tak – powiedziałyśmy razem z Mary
- czyli jak Mary najbardziej lubi Hazze to ty mnie, prawda?
- wow mądry jesteś nie powiem – serio staram się być miła, ale czasami nie wychodzi
- hahah Van ogarnij nie bądź nie miła – powiedziała śmiejąc się Mary
- okej sorry Lou
- nic się nie stało, Mary a ty kiedy mniej więcej będziesz zdrowa?
-do końca tygodnia powinnam dojść do siebie, a co?
- nic, nic tak tylko pytam
- okej?
Chwilę później poczułam wibrację, jej dostałam sms’a, patrzę na ekran, a tak ‘Lou ;*’, otworzyłam wiadomość, a tam: „Musimy pogadać na osobności idziemy już? Xx” oczywiście musiałam mu odpisać bo jak by inaczej : „wow o takie coś pisać sms’a  zaskakujesz mnie ;p”
- wiesz co kocie my będziemy się już zbierać bo Jay na pewno się martwi, wiesz nie powiedziałam gdzie wychodzę, a znasz tego ciołka
- okej, rozumiem dzięki, że przyszliście
- nie ma problemu spotkamy się jeszcze nie raz – odpowiedział szybko Louis
- kocham cię Mary, pa
- ja ciebie też kocham Ness, pa. Pogadamy później?
- jasne, pa słońce
Wyszliśmy już z domu mojej BFF, więc możemy pogadać ciekawe co wymyślił ten głupek.



Witam wszystkich, przepraszam za to, że dawno nic nie dodawałam, ale najpierw te egzaminy, potem wesele, a teraz ciągłe testy i kartkówki w szkole ;/ czy oni sobie nigdy nie odpuszczą ? Hmm ma ktoś jakieś pomysły co wymyślił Louis ? Ja wiem... Dobra kończę bo zaraz usnę przed komputerem, a więc miło było, a teraz papa ;*
Kocham Was xx

Pauline...

czwartek, 18 kwietnia 2013

Informacja !

Cześć, martwi mnie to, że pod nowym rozdziałem (Rozdziałem 6) nie ma ani jednego komentarza a rozdział dodałam wczoraj... A parę osób pisało, że im się podoba moje opowiadanie, więc nie wiem czemu nic się nie dzieje. Zapomniałam się spytać chcecie być jakoś informowane np. na twitterze o nowym rozdziale ? Piszcie ;D

Pauline...

środa, 17 kwietnia 2013

Rozdział 6


Do mojego pokoju wpadł wściekły Jay, czyli Max już się wygadał… świetnie.
- czemu? Czemu mi nie powiedziałaś? Tak ciężko jest zadzwonić?!? – wydarł się mój braciszek.
No to zaczynamy od początku.
- najpierw się uspokój
- jak, jak mam się uspokoić wiedząc że moja siostra była bliska śmierci, no powiedz mi jak?
- ale nie umarłam, dzięki Mary więc się ogarnij
- powiedz mi dlaczego? – szepnął z rozpaczą w głosie Jay
- to Max nie powiedział? Myślałam że mnie już wyręczył w tym
- Van… - westchnęłam patrząc na niego
- dobra już mówię – przerwałam mu
Dasz radę Van, już jednemu powiedziałaś, powiesz i temu no dalej. Stresuję się trochę, no bo Max to Max, a Jay to mój brat jak by nie było, chociaż w ogóle nie jesteśmy podobni czasem mnie to dziwi, ale nie teraz w tym problem.
- a więc wszystko zaczęło się pewnego dnia, dokładnie wtedy kiedy pewien Jay wyjechał spełnić marzenia, zostawił w mieście swoją siostrę Vanesse
- błagam Van streść się bo zaraz zaczniesz mówić jak doszło do naszego poczęcia
- no weź nie przerywaj no, teraz straciłam wątek. Na czym to ja skończyłam… A tak więc Vanessa poczuła się osamotniona bo jak dzwonił jej brat to napierdalał tylko o swoim zespoliku, którego na początku nienawidziła, potem  odwiedzili ją razem, trudno się przyznać, ale pokochała ich, a potem wyjechali i zostawili na pastwę losu, w szkole była tą „siostrą Jaya z The Wanted”, a totalnie nikogo nie obchodziła zwykła Vanessa. Zrozum straciłam swoje życie, na każdym kroku mnie obgadywali i jeszcze wyzywali od łatwych, od szmat i dziwek. Mimo, że każdemu się wydaje, że jestem silna to tak naprawdę nie jest to mnie boli Jay, ja już czasem mam naprawdę dość, dokładnie wtedy chciałam ze sobą skończyć , ale teraz wiem że nie mogę się poddawać bo mam wspaniałą przyjaciółkę dla której warto żyć i mimo. że jest ciężko to muszę walczyć z przeciwnościami losu – powiedziałam bardzo spokojnie, to aż dziwne.
- jak mogłaś pomyśleć że liczy się dla mnie tylko zespół? Wiesz jak to boli, że dowiaduję się od kogoś, że moja siostra była bliska śmierci, a nie od niej samej
- przepraszam – szepnęłam
- wybaczę ci jak obiecasz że będziesz mi mówiła o wszystkim
- o wszystkim?
- tak, a masz coś jeszcze do powiedzenia?
- no parę rzeczy by się znalazło
- a więc słucham
- miałam starcie z twoją byłą Ellie, popchnęła mnie i skręciłam wtedy kostkę, potem ciągle mnie gnębiła, przepraszam że ci nie powiedziałam ale ty mówiłeś tylko o jednym
- coś jeszcze?
- nie?
- na pewno?
Potwierdziłam kiwając głową, nim się obejrzałam już byłam duszona w żelaznym uścisku przez brata, miło było, ale mało powietrza.
- Jaa..y…du.du.sisz – ledwo powiedziałam
- oj przepraszam – szybko się ode mnie odsunął
Nie powiedziałam mu wszystkiego, przecież  nie powiem, że znam całe One Direction, o mojej mani na ich punkcie wie tylko Mary która też ma One Direction Infection. Nie powiem mu o tym ponieważ powód jest prosty chcę jeszcze pożyć, a znając Jaya i resztę to by mnie udusili, poćwiartowali i spalili na miejscu no w skrócie była bym martwa. 
- mogę cię o coś spytać?
- jasne siostrzyczko – powiedział Jay z uśmiechem
-  co cię skłoniło do przyjazdu tutaj?
- stęskniłem się za tobą, nie mówiłem o tym rozmawiając z tobą bo wiesz że nie lubię takich tematów
- niestety wiem
- dobra młoda ja się już zwijam, dobranoc – pocałował mnie w czoło i wyszedł z mojego pokoju
Dobra dzień przeżyłam, nie muszę już żyć w tajemnicy, Jay wie, zrozumiał… chyba. Jest dobrze, śmiało mogę się przyznać, że jestem szczęśliwa. Z uśmiechem na ustach zasnęłam…


Hahaha rozdział napisany 13 kwietnia ;) akurat to miałam zapisane na komputerze więc tylko z kopiowałam i wkleiłam tutaj ;D mam nadzieję że ktoś to czyta, no ale wiem jaka jest sytuacja wszystko skomplikowało się przez przeniesienie bloga, ale cóż trzeba żyć dalej ;3 w sumie to by było chyba na tyle co chciałam tu napisać, przecież wiecie że was kocham więc już kończę. Hyhy ;D a teraz idę na dwór, paaa ;* strasznie krótki rozdział, wybaczcie ;)
Kocham was! <3
Pozdrawiam xx

Pauline...

piątek, 12 kwietnia 2013

Rozdział 5

Noc minęła mi niespokojnie co chwile budziłam się cała zalana potem, a co mi się śniło? Śmierć. Moja własna śmierć, Boże jaka ja byłam głupia. Wtuliłam się w Maxa i resztę nocy przespałam spokojnie. Obudziłam się już rano o 9:27, kurrrde coś jest ze mną nie tak ja nigdy nie wstaję tak wcześnie no chyba, że muszę iść do szkoły. Teraz pewnie większość ma mnie za głupią, ale ja zawsze wstaje po 13, więc taka godzina to dla mnie prawie noc ;3 Coś jest ze mną nie tak, ja to wiem. Jakimś cudem wydostałam się z objęć panicza Georga, szybko podreptałam do łazienki się ubrać, a następnie do kuchni. A jak dobra Vanessa przygotuje dzisiaj śniadanie niech znają moją dobroć. Zdecydowałam się na naleśniki z nutellą i owocami. Po półgodzinnej udręce, czyli smażeniu żarełka przyszedł czas obudzić kosmitów, hmm. Na pierwszy rzut Jay poszło szybko bo zagroziłam zabiciem jaszczurki, złaa Van haha. Drugi Tom wystarczyło powiedzieć słowo "śniadanie", a już nie było go w pokoju. Trzeci Siva poszło tak samo jak u Parkera jednym słowem łatwo. Czasem bawią mnie ich zachowania, ale cóż z kosmitami bywa różnie. Czwarty grr... Nathan no i tutaj miałam problemy w końcu zdecydowałam się na wiadro pełne lodowatej wody. Ooo tak ;)
- kurwa oszalałaś ?!?!? - wydarł ryja Sykes
- śniadanie - powiedziałam tylko po czym wyszłam od dziś nie trawie tego pomieszczenia.
Na ostatni rzut został pan George po prostu szturchnęłam go w ramie, a ten już się obudził. Uśmiechnęłam się na ten widok Max jak jest zaspany to wygląda strasznie słodko.
- śniadanie na stole, a i Max dziękuje
- za co?
- za to, że mogłam się komuś wyżalić no i za to, że potem ze mną zostałeś. Swoją drogą masz strasznie głęboki sen
- jak to czemu?
- no bo się wierzgałam, krzyczałam, wiesz zły sen a ty nic śpisz sobie dalej
- oj tam, masz strasznie wygodne łóżko może częściej będę przychodził na pogaduchy od serca, a teraz chodź na to śniadanie bo głodny jestem - jak na potwierdzenie jego słów, usłyszałam burczenie w brzuchu.
Na śniadaniu jak zawsze chłopakom odbijało. Stęskniłam się za tym widokiem. Jestem pewna, że Max powie Jayowi i reszcie o moim małym sekreciku, wtedy nie będzie tak miło, ale cóż trzeba żyć chwilą i nie przejmować się tym co będzie potem. Jedzenie ze stołu zniknęło w ekspresowym tempie, Jay z Sivą dzisiaj zmywają...jak miło.
- e debile ja idę do siebie więc jak ktoś do mnie przyjdzie w co szczerze wątpię,ale jak by coś to niech ta osoba przyjdzie do mojego pokoju, zrozumieliście ? - powiedziałam bardzo wolno, żeby każdy zrozumiał
- taaak, ale przyjdź do nas później- no tak na Maxa zawsze można liczyć to nie Tom dla którego w tej chwili liczy się zjedzenie ostatniego naleśnika nie jest to też Nathan, który szalenie klika coś na telefonie pewnie gra w scrabble bo żadna dziewczyna go nie chce, chociaż jak by popatrzył to jest pełno faneczek, które tylko marzą, aby wskoczyć mu do łóżka i posmakować jego sosu, hahhahaha przez moje myśli wybuchłam śmiechem dobrze, że byłam już w swojej oazie spokoju. W pokoju szybko rozjebałam się na łóżku , napisałam do Mary, że do niej jednak nie przyjdę no i na takim pisaniu zeszło nam ze 4 godziny, jesteśmy kobietami, więc wiecie no ploteczki itp są ważne. Potem poprzeglądałam sobie numery, zatrzymałam się na jednym "Zayn", hm może napisze, żeby dał mi numer Louisa bo mam sprawę, a jaką to się wymyśli. Wiem eureka powiem, że potrzebne mi są jakieś informacje do drużyny, oooo tak Van jesteś genialna, boska, cudowna. I jaka skromna. Wystukałam na klawiaturze smska o treści "Siemka Bad Boy'u dasz mi numer do Lou? ;) Vanessa xx" no i wysłałam. Po jakiś 2 minutach dostałam odpowiedź "Bad Girl po co ci? Zayn xx"
Ahh mężczyźni są tacy przewidywali... "Potrzebne mi są informacje do szkolnej drużyny ;D V"
"Aaa to spoko, masz tutaj numer 731000416. Z" (numer wymyślony, po prostu tak mi się napisało).
Zapisałam sobie numer marchewkowego władcy i wzięłam się za tworzenie wiadomości, hmm, a więc: "Cześć Louie co tam? :D". Po chwili mój telefon dał znać, że ktoś do mnie napisał.
"Cześć z kim pisze? L." hahahah oj Louis jak się bawić to się bawić.
"Z tej strony zakonnica z klasztoru Świętego Jana, witaj chłopcze"
"Van jak miło, że napisałaś czekałem na to ;) swoją drogą zapomnieliśmy się wymienić numerami wczoraj, więc skąd masz mój numer? ;) L."
"Ej skąd wiedziałeś, że to ja? ;c A co do twojego pytania zbajerowałam Zayna ;D V."
"Tylko ty możesz napisać taką głupotę no nie licząc mnie ;D L."
"Co racja to racja ;) jak tam pierwszy dzień w szkole? ;) V."
"Nawet mi nie przypominaj, facet od angielskiego jest przyjebany jak paczka gwoździ... L."
"Jak śmiesz mówić tak o moim ulubionym nauczycielu? No wiesz co FOOOOCH! V."
"Oj przepraszam Van, no weź się nie fochaj ;* L."
"Ale łatwo ci wcisnąć kita, ja nie trawie tego faceta, jeszcze trochę, a wykituje z nerwów przez niego ;) V."
"Boże weź mnie nie strasz tak więcej, ja tu na zawał prawie zszedłem, Harry już mnie chciał reanimować ;D wyobrażasz sobie usta usta w jego wykonaniu? L." po przeczytaniu tego sms'a wybuchnęłam dzikim śmiechem, o Jezusie, hahahaha.
"LARRY IS REAL! YEAH <3 V."
"hahaha świetny sms Van ;D H."
"Pedale oddaj telefon Louisowi! L."
"Już, już nie złość się tak bo podobno złość piękności szkodzi;) H."
"Jeszcze jeden sms z tego telefonu od ciebie, a zgolę ci te kłaki... V."
"Przepraszam Hazz zabrał mi telefon, co mu takiego napisałaś? Bo szybko rzucił mi telefon i uciekł do pokoju. L."
"nie gadaj, hahah ale debil zresztą przeczytaj sobie sam na bank nie skasował wiadomości. V.'
Na takiej rozmowie zeszło nam bardzo, bardzo długo bo już musiałam się kłaść spać w sumie nie musiałam, ale zmęczenie samo kazało to zrobić. Max w między czasie przyniósł mi obiad i mi starczyło, nie miałam ochoty zejść do nich.
"Dobra Lou ja już spadam spać, dobranoc ;* mam ochotę ci napisać jednokierunkowych, haha ;D V."
"Och nikt mi jeszcze tak nie napisał ;p Jednokierunkowych faneczko ;* <3 L."
Po odczytaniu wiadomości poszłam do łazienki wzięłam szybką kąpiel, przebrałam się w piżamę i poszłam do łóżka. Już prawie zasypiałam, gdy do mojego pokoju wpadł...



Przepraszam, że dopiero teraz dodaję nowy rozdział, ale miałam straszne zamieszanie z blogiem, jak już pewnie wiecie, albo nie wiecie musiałam go robić od nowa bo tam mi się nie chciały dodawać wpisy ;/ Ciężko było bo tam miałam już kolejny rozdział 5, a teraz musiałam go tworzyć z głowy więc mogą być błędy. Jak będę widziała, że ktoś czyta moje wypociny to dodam kolejny rozdział, ale nie wiem kiedy bo teraz mam te egzaminy gimnazjalne więc muszę powtórzyć materiały od 1 klasy, a to jest multum zeszytów, życzcie mi powodzenia... Najsmutniejsze jest to, że na tamtym blogu miałam dużo wejść, mi się wyświetla ponad 1000 nie wiem jak wam i teraz nie mam nawet jak poinformować ludzi o przeniesieniu bloga, ale cóż nie będę się załamywać ;D
Kocham Was!
Pozdrawiam xx

Pauline...


czwartek, 11 kwietnia 2013

Rozdział 4

Napisał do mnie Louis z pytaniem jak się czuje, on jest taki słodki. Szybko wyskrobałam na klawiaturze odpowiedź "nie narzekam ale mogło by być lepiej a jak tam u ciebie?". Nigdy nie przypuszczałam, że nasza rozmowa będzie trwała ponad 3 godziny, szczerze to czułam się jakbym dopiero co dostała tą wiadomość od Tomlinsona. A tak w tajemnicy to jestem jego największą fanką ;) Tak, tak lubię 1D i wiem, że nie powinnam mówić, że kogoś najbardziej lubię, no ale Tommo jest taki cudowny i słodki... Napisałam jeszcze tylko "Ja już spadam Louis jest już prawie 23, a mam atak kosmitów w domu, nigdy nie wiesz jak cię obudzą. A więc dobranoc ;*". Następnie poszłam do łazienki się wykąpać, ach zeszło mi tam ponad 30 minut, kobiety, haha przebrałam się w moją seksi piżamkę (za dużą koszulkę Jaya, którą mu kiedyś ukradłam, ale cii) potem jako tako popatajałam do łóżka, Jezu czuję się jak jednorożec, patatajam i wgl w końcu położyłam się na moim strasznie wygodnym łóżku. Niestety ktoś nie pozwolił mi zasnąć bo po chwili rozległo się pukanie, Boże nigdy więcej kosmitów w domu.
- proszę - powiedziałam, za drzwiami stał Max, boosko.
- cześć Van, idziesz już spać?
- miałam zamiar - jednak widząc jego minę dodałam - ale właź
- nie no to jak przeszkadzam to już pójdę
- jak wyjdziesz to będzie foch, a więc właź do tego pokoju bo cię lampką pierdolnę w łeb i po co ci to?
- przekonałaś mnie, jak się czujesz?
- ja dobrze, a ty? Bo nie wierzę, że sam z siebie do mnie przyszedłeś, masz gorączkę czy coś? Sorry, ale termometru tutaj nie mam - powiedziałam bardzo, bardzo szybko.
- musisz mówić 151900 słów na minutę?
Odpowiedziałam jedynie szerokim uśmiechem i twierdzącym kiwaniem głowy.
- nie czaję cię czasem, mam pytanie czemu nie chciałaś z nami gadać przez skajpa? co się stało?
No i trafił chłopak w sedno, czemu się do nich nie odzywałam? Bo po pierwsze nie lubię Nathana i mam do tego powody, których zdradzała nie będę ( z góry przepraszam wszystkie fanki Natha). Po drugie zabrali mi mojego jedynego braciszka, chodzi mi o to, że Jay bardzo rzadko kiedy dzwonił, a jak już to robił to cały czas nawijał jak katarynka o The Wanted, a mną się już w ogóle nie przejmował, czułam się taka... niepotrzebna. No, a trzeci argument,jak ostatnio tu byli to strasznie się z nimi zżyłam, a potem jak wyjechali czułam się jak wrak człowieka, dobrze, że Mary mnie pocieszała, bardzo ją kocham!
- hej odpowiesz mi? - z myśli wyrwał mnie głos Maxa, chłopak siadł na łóżku i mnie przytulił
- to za trudne - szepnęłam
- postaram się zrozumieć, powiedz mi proszę
- ehh, dobra - powiedziałam mu moje trzy punkty, mówiąc o tym byłam bliska płaczu.
- jak mogłaś pomyśleć że zabierzemy ci Jaya?!?!- wydarł się, szybko mu zatkałam mordę, teraz ta trudniejsza część mojego życia.
- zamknij japę, nie powiedziałam ci wszystkiego
- a więc słucham
No już powiedz mu Van, dasz radę przecież jesteś silna, dopingowanie się w myślach chyba nie pomaga za bardzo.
- jak wyjechaliście to byłam... byłam...kurde byłam blisko popadnięcia w anoreksję, Mary mnie z tego w porę ogarnęła jestem jej bardzo wdzięczna bo gdyby nie ona to mogło by mnie już tu nie być - powiedziałam cicho bojąc się reakcji Maxa, zauważyłam w jego oczach łzy.
- czemu... czemu... - Jezu dopiero teraz zdałam sobie sprawę, że jestem dla nich ważna - jak to bliska popadnięcia w anoreksję? -dodał łamiącym się już głosem
- nie jadłam, nie piłam aż wylądowałam w szpitalu, lekarze i pielęgniarki na siłę wciskali we mnie jedzenie, ale ja potem szłam do łazienki i... no i wiesz co, jedynie Mary udało się do mnie dotrzeć, nie wymuszała na mnie tego abym jadła ona tylko przy mnie była i się o mnie troszczyła przy niej czułam, że komuś na mnie zależy bo niestety o rodzicach nie mogę tego powiedzieć wiesz jaka jest sytuacja, na Jaya też nie mogłam liczyć bo prawie w ogóle nie dzwonił. W końcu po jakimś czasie wróciłam do formy, ale było bardzo ciężko
- nie mogłaś chociaż do mnie zadzwonić albo do Toma czy Sivy? My cię zawszę wysłuchamy
- i co bym wam powiedziała "Cześć chłopcy jestem w szpitalu bliska śmierci, a to wszystko przez was" - uu zawiało ironią hyhy ;)
- lepsze to niż nic - westchnął ciężko chłopak
- tsaa, wiesz jak już idę spać ale mam sprawę
- nie, nie będę siedział cicho
- nie o to mi chodzi, mów sobie komu tam chcesz mam to w dupie
- a więc jaka to sprawa?
- prześpisz się dziś ze mną? ale w sensie, że razem w jednym łóżku nic więcej - wyjaśniłam gdy zobaczyłam jego minę
- jesteś pewna? - niech mi ktoś powie czy on się wahał ?
- tak, wiesz po prostu gdy wspominam już wiesz co to potem śnią mi się koszmary
- okey, no to dobranoc Nessi - powiedział Max kładąc się na łóżku
- znowu Nessi? czy ja jestem potworem jakimś?
- tak znowu Nessi, to pozostawię bez komentarza, dobranoc
- dobra Łysolku, dobranoc
Ułożyliśmy się wygodnie w łóżku, Max jest dla mnie jak brat tak samo jak Tom czy Siva. Po jakimś czasie rozmyślań zasnęłam...
Dzień dobry ! wróciłam, w końcu mam czas na napisanie i dodanie rozdziału, w szkole ciągle testy i kartkówki, a w soboty dostaje artykuły do napisania do gazety. Przepraszam wszystkich czytelników za tyle czekania... o ile wgl ktoś to jeszcze czyta. Nie mam pomysłów co tu napisać bo moje życie powoli mi się wali na łeb, ale rozdział jako taki w końcu dodałam dowiedzieliśmy się tutaj trochę historii Vanessy, ale to jeszcze nie wszystko. Jej życie to ciągłe wzloty i upadki mimo że ma sławnego brata. Jak zobaczę że ktoś to jeszcze czyta to dodam nowy rozdział za który jeszcze dzisiaj się biorę.

Pozdrawiam was kochane i kochani ! <3

Pauline xx

Rozdział 3

Wszelkie ubrania i walizki były porozrzucane dosłownie wszędzie, nawet na żyrandolu ciuchy wisiały, Jezuuu... Mój dom przypomina teraz chlew, serio. Stałam tak i patrzyłam na to pobojowisko ze szczęką przy ziemi, właśnie w tym momencie usłyszałam kroki na schodach tą osobą był mój w pełni niedorozwinięty braciszek.
- Jay możesz mi powiedzieć czemu to wszystko tak wygląda? - spytałam nadzwyczajnie spokojnie
- hmm, chłopaki się rozpakowywali - odpowiedział mi drapiąc się w tył głowy, czyli jełop czuje się zakłopotany
- coś im to chyba kurwa nie wyszło
- nie przesadzaj i tak przyjechaliśmy tylko na miesiąc
- oou, nie możecie zostać dłużej?
- niestety nie, wiesz koncerty, wywiady itd...
W tym momencie podbiegłam do niego i bardzo, ale to bardzo mocno się przytuliłam, kocham te przytulaski z braciszkiem.
- kocham cie i strasznie za tobą tęsknie jak nie dzwonisz
- obiecałem więc nadrobimy ten czas
-niektórych rzeczy nie da się nadrobić, gdzie reszta kosmitów?
- dobre pytanie, patrz jaką mam moc - powiedział szczerząc się jak debil - ej chłopaki!!! - teraz to już wydarł jape Jay, aż się przestraszyłam
Ale moc to chłopak rzeczywiście ma bo w ciągu minuty obok nas znalazło się czterech ufo ludków. Przytulaskiem przywitałam się z Maxem, Sivą i Tomem, a z Nathanem podałam sobie ręce i bardzo się z tego ciesze.
- Tom frajerze czemu masz na imię tak samo jak mój dyrektor?
- jakoś tak wyszło Ness i nie jestem frajerem czarownico
- jeszcze raz nazwiesz mnie czarownicą, a nie dam wam tej zgrzewki piwa co kupiłam - wiedziałam że jak to powiem to się staną bardzo mili, a więc czas działać
- dam wam to piwo jak tu posprzątacie bo nie mam zamiaru siedzieć w chlewie
- okey, już sprzątamy ! - odpowiedzieli wszyscy razem
Ja w między czasie poszłam do kuchni z siatkami, które przyniosłam po jakichś 5 minutach wszystko lśniło, ciekawe co zrobili z tymi ubraniami pewnie upchali w pokoju Toma jak to zawsze.
- dawaj piwo czaa... - zaczął mówić Tom, ale Max się na niego rzucił
- miałeś nie mówić na nią czarownica - warknął Max
- chciałem powiedzieć czarodziejko, ale spoko tera ze mnie złaź bo ciężki debilu jesteś
- Boże jak ja za tym tęskniłam - mimowolnie westchnęłam, ale zaraz czy ja to powiedziałam na głos? kurwa...
- było by inaczej gdybyś z nami gadała na skajpie, a nie tylko z Jayem - wetknął swoje trzy grosze Siva, ja jedynie wystawiłam mu język bo nie będę się tłumaczyła to dla nich za trudne, może nawet dla mnie ? Już sama nie wiem, naprawdę jestem skomplikowana.
- dobra Tom masz kluczyki do mojego samochodu tylko błagam nie zepsuj mi go znowu bo nie wiem jakie chore pomysły masz w tej swojej główce
- nie mam żadnych głupich pomysłów, a za tamto cię przeprosiłem ile mi jeszcze będziesz to wypominała?
- oj chłopie ona mi do tej pory wypomina lalkę którą jej popsułem jak była mała - no któż to mógł powiedzieć, jasne że Jay, na te słowa Tom jedynie machnął ręką i wybiegł z domu, pacan. W między czasie zerknęłam na zegarek wskazywał godzinę 18, a ja o 18:30 mam trening, upss muszę być miła dla Jaya.
- kochany jedyny braciszku, ty wiesz jak ja cie kocham, prawda? - powiedziałam robiąc minkę al'a kot ze Shreka
- co chcesz młoda?
- podwieziesz mnie na trening?
- czemu nie pojedziesz sama?
- no bo benzyny mam na wykończeniu, jutro muszę odwiedzić stacje benzynową bo mam trening za 29 minut teraz muszę biegiem lecieć na górę spakować torbę, to jak podwieziesz mnie? - wytłumaczyłam najszybciej jak potrafiłam
- dobra, za chwile masz być na dole - po tych słowach cmoknęłam go w policzek i pobiegłam do pokoju, oczywiście jak to ja mało co się na schodach nie zabiłam, e tam standard. W torbę treningową spakowałam dresy, getry, koszulkę, ochraniacze i korki. Ostatni raz zerknęłam na pokój czy wszystko wzięłam, mam wszystko więc zbiegłam na dół w poszukiwania brata, nigdzie go nie znalazłam, czyli jest w pokoju.
- Jay !!! - wydarłam się najgłośniej jak potrafiłam
Gdy już w końcu książę raczył pojawić się przy drzwiach, poszliśmy szybko do samochodu. Zajebiście jest 18:10 nie wiem jak ja zdążę na ten trening czasem cuda się zdarzają.
- Jezu Jay pośpiesz się mamy 20 minut, a muszę się jeszcze przebrać
- już zapomniałem, że grasz w piłkę mogę zostać na treningu?
- pewnie, tylko dzisiaj mamy nabór za ciekawie to nie będzie
I na tym skończyła się nasza wymiana zdań. Do szkoły dojechaliśmy o dziwo po 10 minutach, poszłam szybko się przebrać i pędem ruszyłam na boisko. Jestem jedyną dziewczyną, która gra w noge i jeszcze jest kapitanem, ale mi to jakoś nie przeszkadza, wręcz przeciwnie. Przywitałam się z kolegami, pogadaliśmy trochę z czego dowiedziałam się, iż nabór zacznie się w połowie naszego treningu no po prostu ciesze się tak bardzo, że aż w ogóle.
- trenerze czemu w połowie treningu ten nabór? - jęknęłam
- sorki Van, ale nowi są nam potrzebni naszą taktykę już zna każdy tak samo jak naszych zawodników, więc w połowie treningu ludzie się przebiorą i zagrają z wami mecz, a ja zdecyduje kto się nadaje
- ehh no dobra, w końcu i tak pan tu rządzi, a ja nie mam nic do gadania
- ty mnie zastępujesz na boisku
- taa no wiem
Taak to jest 4 no z Tomem 5 osoba, którą lubię tak ze szkoły w sensie nauczycieli. Podeszłam na chwile do Jaya, który siedział na trybunie, powiedziałam mu żeby pomógł trenerowi.
- postaram się Ness
- żadne postaram się, ja muszę mieć zajebistą drużynę, przecież ty to wiesz
- tak, tak wiem, ale najpierw skończ się rozgrzewać
Jak kazał tak zrobiłam po pięciu minutach skończyłam rozgrzewkę i z chłopakami zagraliśmy szybki mecz, potem postrzelaliśmy karne i nadszedł czas na nabór. Zaczęli się schodzić ludzie, łącznie przyszło może 15 osób i żadnej dziewczyny, wcale się nie zdziwiłam.Dziewczyny wolą tipsy i solarę niż sport. Trener zabrał głos, ogólnie powiedział to samo co mi. Każdy się jakoś dziwnie na mnie patrzył, ale cóż teraz ja muszę zabrać głos, nienawidzę być miłą i uśmiechać się cały czas do bandy przygłupów.
- trener już skończył swój monolog, więc teraz ja powiem parę słów, mam na imię Vanessa, ale znajomi mówią do mnie Van, albo Nessa , jestem kapitanem tej o to drużyny i mam nadzieje, że pośród was są jakieś talenty. Przedstawię wam jeszcze drużynę od lewej : Mike, Sam, Oliwier, Jacob, Phil, Jim, Thed, Olly, Rayle, Billy i Henry to by było na tyle życzę powodzenia
Teraz dopiero dostrzegłam Louisa patrzył się na mnie z bananem na twarzy i chyba się chował, ale pewna to ja nie jestem.
- dziewczyny nie umieją grac w football - odezwał się ktoś nowy, no moja drużyna teraz miała ochotę się na niego rzucić, są słodcy że się tak o mnie martwią
- chłopaki spokojnie, poradzę sobie - zwróciłam się do kolegów - po pierwsze pedale nie dyskryminuje się kobiet, a po drugie pedancie założę się że jestem lepsza od ciebie - zwróciłam się nieznajomego
- chyba sobie śnisz dziewczynko, ale okey zakład
- dobra, gramy po 5 minut, sam na sam, kto więcej strzeli ten wygrywa, zrozumiałeś czy powtórzyć? - powiedziałam z kpiną w głosie
- obejdzie się
I na tym skończyliśmy naszą zacną konwersację, chłopaki życzyli mi powodzenia jakby mi to było potrzebne, haha. Zaczęliśmy grać, cały czas byłam przy piłce, strzeliłam łącznie 10 bramek a mój przeciwnik tylko 2 no cóż płakać nie będę. Biegłam jeszcze w stronę bramki jak chłopak mnie skosił, leżałam tak na ziemi i zwijałam się z bólu, a on jak gdyby nigdy nic wstał i się uśmiechnął, grr.
- trenerze moja kostka, ten chuj rozjebał mi kostkę
- ty - trener zwrócił się do winowajcy - wypad stąd, masz zakaz wstępu na obojętnie jakie nabory w tej szkole i jutro widzę cię u dyrektora, a z tobą Van jedziemy do szpitala
- niech się pan o to nie martwi ja z nią pojadę, potem dam panu znać co z jej kostką
- dobrze Jay, ale nie zapomnij zadzwonić, a teraz chłopacy na boisko gramy
- niech pan pilnuje chłopaków wie pan jacy oni są - powiedziałam cicho, facet jedynie kiwnął głową.
Jay zaniósł mnie do samochodu i szybkim tempem pojechał do szpitala, okazało się, że kostka ma uszkodzony staw skokowy, no po prostu zajebiście. Dali mi stabilizator na nogę i kule, bomba.
- pierdolony chuj jak go spotkam to mu nogi z dupy powyrywam
- młoda będzie dobrze, nie martw się ja go złapie i pożałuje że zadarł z McGuinessami
- dzięki Jay jesteś super bratem, a teraz jedź do apteki muszę kupić maści a potem jeszcze zajedziemy na trening
- przecież nie dasz rady grać - łooł jaki on spostrzegawczy
- no co ty, ale chociaż pomogę przy naborze
- oj dobra no to jedziemy
Po jakichś 20 minutach byliśmy na miejscu, trening się jeszcze nie skończył właśnie chłopcy strzelali rzuty karne.
- cześć trenerze, jak tam nabór?
- mamy parę talentów, co z twoją kostką?
- uszkodzony staw skokowy, jakie talenty?
- Louis, Brad, Trevor i Andy
- no to mamy czterech nowych, kończymy?
- ludzie do mnie ! - ten też ma niezły głos
W końcu wszyscy zebrali się wokół trenera i mnie , chłopaki jak to oni przytulili mnie i obiecali, że dorwą tego pacana. Wytłumaczyłam wszystkim że mam zakaz nadwyrężania kostki więc nie będzie mnie w szkole przez 2 tygodnie można powiedzieć, że dobrze to przyjęli.
- dobra trenerze ogłośmy kto zostaje
- ty to powiedz, masz kartkę z nazwiskami
Zerknęłam na kartkę, yeah jest nazwisko mego ulubieńca.
- więc tak zostają: Louis Tomlinson, Trevor McCartney, Brad Smith i Andy Croft, gratuluje chłopaki, a reszcie dziękuje za odwagę i obecność tutaj
Po mej jakże pięknej przemowie chłopaki poszli się przebrać, a ja z Jayem pojechałam do domu.
- Jay kocham cie
- oj młoda ja ciebie też i to bardzo, bardzo
- pomożesz mi wysiąść ?
- jasne, czekaj chwile
Po chwili Jay otworzył mi drzwi i wziął mnie na ręce tak doszliśmy do domu. Okazało się, że rodzice wyjechali w delegacje, a nam zostawili kartkę, żałosne. Czyli mamy wolną chatę, yeaah
- Jay pomożesz mi dojść do pokoju bo zmęczona jestem
- jasne
W tym momencie do salonu zawitali chłopcy.
- jej co ci? - spytał bardzo ciekawy Max
- uszkodzony staw skokowy
- kaleka - skomentował Nathan
- zamknij mordę to nie moja wina, że mnie koleś skosił
- sorry nie wiedziałem
- ty się już lepiej zamknij, Jay zaniesiesz mnie w końcu?
- chodź mała
Chwile potem już byłam w moim pokoju Jay położył mnie na łóżko i podał mi laptopa. Właśnie przeglądałam facebooka i twittera gdy napisał do mnie...

***********Louis************
Chłopaki wygonili mnie dzisiaj na nabór do drużyny szkolnej, doszedłem tam w 20 minut, przebrałem się i poszedłem na boisko. Ze mną było może 15 osób, pogadaliśmy chwile do czasu, aż trener zaczął gadać, na szczęście szybko skończył i teraz głos zabrała Van? Co ona tu robi? Ona i kapitan? Łoo, niezłe zaskoczenie nie powiem. W pewnym momencie odezwał się jakiś chłopak, że dziewczyny nie umieją grać, Van nieźle się wkurzyła. Ness jest fantastyczna! Widać, że wie jak grać i umie to robić. Wygrywała z gościem 10:2 i jeszcze jej było mało, zmierzała w stronę bramki gdy koleś ją skosił. Ja pierdole nieprzepisowy faul, trener się wściekł, Van leży na boisku i zwija się z bólu. W końcu skończyło się na tym, że gościu odpadł, a Van z Jayem pojechała do szpitala, musiałem się chować, żeby mnie nie zobaczył bo była by druga awantura. Potem już graliśmy i strzelaliśmy rzuty karne jak i wolne. Drużyna jest zajebista, umieją grać nic dziwnego, że zdobywają mistrzostwa co rok. Po pewnym czasie wróciła Ness i ogłosiła kto zostaje, oo tak jestem w drużynie, zatańczyłem dziki taniec i poszedłem do szatni się przebrać. Chciałem pogadać z Van, ale ona i Jay zniknęli pewnie pojechali do domu, też tak zrobiłem. Opowiedziałem chłopakom w skrócie co się stało, nieźle się wkurzyli na tego chłopaka przez którego Ness nie będzie w szkole, szkoda bo tylko ja znaliśmy i jest naprawdę fajna. Wpadłem na pomysł, żeby do niej napisać, pobiegłem do pokoju, siadłem na łóżku i włączyłem laptopa. Znalezienie jej profilu zajęło mi niecałe 5 minut, szybko wystukałem na klawiaturze "cześć, jak się czujesz? Louis xx" kliknąłem "wyślij" i czekałem na odpowiedź...
Przepraszam, że teraz dodaje ten rozdział, ale to nawet nie Paulina dodaje, tylko Monika wiecie jestem jej koleżanką. Paulina siedzi w szpitalu i nie wzięła ze sobą laptopa a na telefonie, nienawidzi działać, a więc kazała obiecać, że jak wróci to ona będzie pisać i dodawać rozdziały. A właśnie ten rozdział ja napisałam, więc mam nadzieje, że nie popsułam Paulinie opowiadania bo jak tak to już jestem martwa. Pozdrawiam ;*

Monika xx


PS. Jeżeli czytasz to opowiadanie to zostaw po sobie komentarz bo jak nikt tego nie czyta to nie widzę sensu dalszego pisania...